Meadows and shadows - co z tym ciepłem?

Meadows and shadows - co z tym ciepłem?

Nie jestem miłośnikiem aktualnej pogody. Żeby wybrać się na łąkę i nazbierać kilka chabrów, musiałam poczekać do wieczora. 


Myślę, że mało kto jest w stanie normalnie funkcjonować z tym co widzimy za oknami naszych domów. Chłodzimy się na wszystkie sposoby, klimatyzacja, chłodne napoje. Ja, w ucieczce przed słońcem, poszłam do kina. 

Taka pogoda już nie jest anomalią. Staje się powoli naszą codziennością. 

Podniesienie się temperatury mórz i oceanów sprawia, że ginie wiele gatunków zwierząt. Pamiętajmy o tym pijąc swoją mrożoną kawę w plastikowym kubku i zastanówmy się jakie zmiany możemy wprowadzić u siebie. Może ograniczymy produkcję plastiku kupując warzywa do wielorazowych woreczków, a kawę będziemy pić w szkle? Pomysł na siebie możecie znaleźć u Jak mniej?, bezbłędnie wyjaśnia jak zacząć dbać o środowisko nie przewracając swojego życia do góry nogami. 




 Pamiętajcie żeby się nawadniać, lekko schłodzona woda z cytryną, a na ciało dużo kremu z filtrem.




Buty - Stradivarius
Bluzka na ramiączkach - Mohito
Daily skin care / update

Daily skin care / update

Od ostatniego posta na temat pielęgnacji skóry twarzy minęło już trochę czasu. Przez moje ręce przewinęło się kilka lepszych lub gorszych kosmetyków, lecz wciąż bazowałam na kosmetykach Vianek. Nie widziałam potrzeby opisywania tej ruletki produktów, bo żaden nie zrobił na mnie takiego wrażania jak te. 


Pierwszy kosmetyk to koreańska, myjąca glinka w piance firmy HolikaHolika. Nie jest to produkt trudno dostępny, a firma jest dobrze znana szczególnie ze swojego żelu aloesowego. Glinka nadaje się do skóry tłustej oraz mieszanej z tendencją do niedoskonałości. Nakładamy kosmetyk na zwilżoną skórę twarzy, chwilę myjemy i pozostawiamy do 3 minut. Spłukujemy ciepłą wodą. Uczucie, zaraz po zmyciu, jest bardzo przyjemne, glinka nie ściąga skóry, a bardzo odświeża. Na szczególną uwagę zasługuje konsystencja - nie jest to typowa maska, a raczej jak połączenie lekko pieniącego się produktu z maseczką z glinki. Dodatkowo jest bardzo wydajna, bo niewielka ilość (kropeczka wielkości ziarnka grochu) pokryje całą twarz. Koszt 60 g tubki to ok. 35 zł. 



Drugi produkt który chcę Wam polecić absolutnie wbił mnie w ziemie już przy pierwszym użyciu. Jest to peeling enzymatyczny ze śluzem ślimaka. Efekt odświeżonej, rozjaśnionej i nawilżonej skóry jest zauważalny od razu po zastosowaniu. Żelowa konsystencja, która w trakcie masażu zmienia się w grudki daje realne poczucie pozbywania się martwego naskórka. Chyba najbardziej cieszy fakt, że za ten produkt zapłaciłam ok. 10 zł i naprawdę widzę efekty. 



(Nie jest to post sponsorowany) 

Not virgin -  Lush cosmetics

Not virgin - Lush cosmetics

Bardzo cenię wegańskie kosmetyki. Nie budzą kontrowersji, a można znaleźć na prawdę świetnie działające produkty. Z ostatniej wizyty w Bournemouth i tamtejszym Lush'u przywiozłam kilka, według mnie, najciekawszych. 


Otwarty pojemniczek to krem do ciała, świetnie sprawdza się jako krem do rąk. Rozwiązuje mój problem z wiecznie popękaną skórą dłoni. Ma przyjemny zapach, mimo tego, że jest wykonany tylko z naturalnych składników  jest dość intensywny. Drugi pojemniczek to piling do ciała z olejkami oraz prażoną kukurydzą. Dosyć oryginalny pomysł, a po 3 tygodniach stosowania również jestem zadowolona z efektów. Brązowa kostka to mydło do twarzy, rzeczywiście dobrze oczyszcza skórę z tego czego nie doczyścił płyn do demakijażu ale zostawia charakterystyczny mydlany "osad". Zdecydowanie używam go najrzadziej właśnie ze względu na nieprzyjemne odczucie na skórze. Mimo wszystko jeszcze daje szansę. 


Polityka firmy jest jak najbardziej proekologiczna. Większość opakowań nadaje się do ponownego użycia. Można przyjść ze swoim pojemniczkiem i właśnie w nim dostać nowy krem. 



Copyright © 2014 Dictator of good taste , Blogger